wstęp do cyklu o Norwegii

W Norwegii jest wszystko-  góry zanurzone w morzu na setki metrów, wysokie górskie szczyty, zorza polarna i dzień polarny. Kraj niekończących się rzek i olśniewających wodospadów. A przede wszystkim unikalne w skali światowej, ukształtowane podczas cofania się lodowców, fiordy. I to właśnie fiordy przywiodły nas na początku czerwca br. w region Stavanger. Byłyśmy tam trzy dni i choć był to intensywnie spędzony czas to jednak nie udało nam się zrealizować założonego planu w 100%. Zabrakło czasu i komunikacji. Ale mamy dzięki temu powód, aby tam wrócić.

Stavanger

Norwegia nie jest droga… jest bardzo droga. Przynajmniej dla turysty, który ma ograniczone fundusze. Ale można oczywiście ograniczyć wydatki i w przystępnym budżecie zorganizować wyjazd. Przede wszystkim- tanie linie lotnicze. WIZZAIR ma w swojej ofercie loty dwa razy w tygodniu z Warszawy do Stavanger. Kate mieszka aktualnie w Warszawie, więc z noclegiem nie było problemu. Za bilet w obie strony zapłaciłyśmy 60 zł/osobę. Ale widziałam, że można w sierpniu polecieć już za 4 zł!!! Warto naprawdę skorzystać 😉  Noclegi to rzeczywiście wydatek spory. Jeżeli jedzie się w kilka osób to świetną opcją są „hytte”- chatki letniskowe. Oprócz tego kempingi, hostele, schroniska oraz oczywiście schroniska. Dla tych, którzy lubią przygodę i chcą poznać nie tylko kraj, ale również jego mieszkańców polecam Couchsurfing. Jeden z najlepszych sposobów na tanie podróżowanie, który daje możliwość poznania kultury kraju „od środka”. A także pozwala na poznanie innych ludzi poprzez udostępnienia im własnej „kanapy”. Trochę trwały moje poszukiwania na CS osoby, która w wybranym przez nas terminie przyjmie nas na te trzy dni. Część z osób odpisywała, że niestety mają już inne plany albo nie są w stanie nas przyjąć z różnych względów. Parę osób się w ogóle nie odezwała, co uważam za trochę przykre. Jeżeli już ktoś zadał sobie trud utworzenia swojego profilu i wyraził chęć przyjmowania gości i loguje się na na tym profilu to mógłby choć odrzucić zapytanie. A tak… martwa dusza! No, ale po różnych perypetiach udało nam się znaleźć dziewczynę- podróżniczkę, fascynatkę kuchni tajskiej, która mieszka ok. 10 km od Stavanger.

tu byłam…

Tak wyglądał nasz domek. Zajmowałyśmy w nim jeden pokój- pokój Marty, naszej couchsurfingowej gospodyni. Poza nią mieszkały tam (oficjalnie) jeszcze trzy osoby: Norweg, Hiszpanka i chłopak z Dominikany. Oficjalnie, bo nieoficjalnie przez domek przewijały się tłumy znajomych i znajomych znajomych, różnej narodowości. Prawdziwy hipisowski domek! 🙂

Nasza podróż, jak prawie każda, rozpoczęła się na lotnisku. Lotnisko im. Chopina w Warszawie. Leciałam po raz pierwszy w życiu więc zdałam się całkowicie na Kate. Dla niej to był pierwszy lot z tego lotniska więc trochę trwało zanim znalazłyśmy odprawę Wizzair. Mając w zapasie sporo czasu stanęłyśmy grzecznie w kolejce do kontroli bezpieczeństwa. I tu zaczęła się polska z przytupem! Kolejka posuwała się tempem ślimaczym, otwarte były dwie bramki na trzy loty, które następowały po sobie w odstępie m/w5 min. Co jakiś czas podchodził ktoś z wózkiem dziecięcym i wpychał się w kolejkę (bo niby oni mają pierwszeństwo). Atmosfera robiła się coraz bardziej nerwowa- do odlotu naszego samolotu zostało 15 min a przed nami z 10 osób. Widząc, że kobitka z obsługi kieruje tych, którzy lecą również do Stavanger do innego terminalu podeszłam do niej. Wytłumaczyłam naszą sytuację, a ona, że „najwyżej panie nie polecą!”. Zamurowało mnie! Nie pomogło tłumaczenie, że stoimy w tej kolejce 1.5 h. Pani nie chciała w ogóle słuchać. Stojąca przed nami grupa Ukraińców widząc, że dosyć agresywnie reagujemy na kolejny dziecięcy wózek spokojnie stwierdzili, że bez nas nie polecą. A poza tym zawsze możemy stanąć przed nimi. Na kontroli nie obyło się bez ściągania butów (trekkingowych)  i rewizji osobistej (ech, te zamki w dżinsach).

w chmurach i nad nimi

Prawie w ostatniej chwili zdążyłyśmy na autobus do samolotu. Potem już tylko wybór miejsca, rozlokowanie się, zapięcie pasów i … lecimy! Widok z okna po prostu oszałamiał. Pogodę mieliśmy idealną więc widoczność rewelacyjna.

Marta przekazała nam jak mamy się dostać do jej miasta dodając, by w razie czego pytać kierowcy. Zapytałyśmy więc czy trafiłyśmy do dobrego autobusu. I jakie było nasze zdziwienie, gdy odpowiedział nam czystą polszczyzną! Okazało się, że prawie wszyscy kierowcy w tym regionie są Polakami! Wygodniej (i taniej) jest zatrudnić Polaków z uprawnieniami i ściągnąć nawet ich rodziny niż wykwalifikować Norwega! Koszty takiego kursu są ogromne. Także jeżeli ktoś ma uprawnienia do przewozu ludzi i chciałby zmienić miejsce pobytu to zapraszam do Norwegi! Tam nas jeszcze lubią 😉 Podczas całego pobytu nie spotkałyśmy kierowcy innej narodowości. Dosyć zabawne było jak wchodząc do autobusu wyklinałam czytniki kart biletowych a kierowca ze śmiechem odpowiadał coś w języku polskim.

ku przestrodze….

Każdemu kto odwiedza Norwegię i planuje poruszanie się komunikacją miejską proponuję zakup „day pass” albo kilkudniowego biletu w formie plastikowej karty- „Kolumbuskort”, którą przykłada się do czytnika po wejściu do pojazdu. Pozwala to zaoszczędzić sporo pieniążków. A po przyjeździe zaopatrzyć się w książeczkę zieloną z rozkładem jazdy- naszą norweską Biblią. „Ruteboken” można znaleźć w każdym autobusie. Jeżeli nie ma poprosić kierowcę. Książeczka jest darmowa 🙂 Drugą niebiesko- białą „Hurtigbåtruter” z rozkładem promów można dostać w Informacji Turystycznej. Zapomniałabym- po przylocie rozejrzyjcie się na lotnisku czy nie stoi gdzieś półeczka z folderami i mapami okolic. Bardzo przydatne 🙂 Minusem podróżowania autobusem jest brak informacji o mijanych przystankach. Zatrzymanie należy sygnalizować przed przystankiem przyciskiem „stop”. Do tego te ich rozkłady są trochę skomplikowane. Dlatego przydatne jest pytanie kierowcy o cel swojej podróży i poproszenie o powiedzenie kiedy mamy wysiąść. Z tym nie ma żadnego problemu. W Norwegii rodacy sobie pomagają.

port w Stavanger

Norwegia urzekła mnie od pierwszego płotu 🙂 Zakochałam się w ich domkach. Zwłaszcza tych barwy czerwonej. Oraz tych przeszklonych, z oknami na całą ścianę. Nie wiem czy to specyfika jedynie domków letniskowych (bo region Stavanger słynie podobno właśnie z domków na okres wakacyjny) ale na mnie zrobiło wrażenie. Zresztą cała architektura i koncepcja budowlana jest różna od naszej. Wszystko jest bardziej jasne, czystsze, przestronniejsze a przede wszystkim- nic nie zasłania nieba. Dbanie o czyste ulice to chyba narodowy sport Norwegów. Codziennie rano widziałyśmy grupkę młodzieży zasuwającej z czymś na kształt szczypiec na długiej rączce zbierających śmieci. Oczywiście zgodnie z ideą recyclingu. Każdy odpadek musi trafić do odpowiedniego pojemnika. I nie ma odstępstw. W każdym domu jest kilka koszy na śmieci a segregacja śmieci to obowiązek! Niestosowanie kończy się wysokimi karami. Na ulicach stoją kontenery i pojemniki z nalepkami, do którego rodzaju śmieci są przeznaczone. W pewnym momencie miałam nawet problem czy opakowanie po wafelku to papier czy plastik? 😉

w drodze na Preikestolen

Ale najpiękniejsza jest przyroda. A zwłaszcza fiordy, które stanowią przecież symbol Norwegii- otoczone stromymi brzegami zatoki, wciskające się w ląd nawet na głębokość kilkuset kilometrów. Powstały w epoce lodowcowej w wyniku żłobienia skał przez ogromne masy lodu i kamieni. Wrażenie robią oszałamiające. Dech zapiera ogromna przestrzeń, której nie mogą oddać żadne zdjęcia. Choćby robił je najlepszy fotograf. Rejsy po fiordach to idealna możliwość do podziwiania ich piękna jakby „od wewnątrz”. Zachwycające i dostojne, porażają swoim pięknem nietkniętym przez człowieka. Czysta natura! Mimo iż codziennie odwiedza je tysiąc ludzi nie straciły niczego ze swojej tajemniczości. Do większości prowadzą drogi a tam, gdzie nie ma takiej opcji można dotrzeć dzięki przeprawie promowej. Rejs promem to kolejna ciekawa wyprawa.

Lysefjord

Miałyśmy w planach dwa punkty: Preikestolen, zwany Pulpitem oraz Kjeragbolten (po naszemu „Kamolec”). Niestety, z pewnych przyczyn udało nam się jedynie wybrać w to pierwsze miejsce. Preikestolen to położony na wysokości 604 metrów nad poziomem morza klif, który stanowi główną atrakcję regionu oraz cel wielu wycieczek weekendowych. W tym samych Norwegów. Szlak turystyczny prowadzący na szczyt skały ma zaledwie 3,8 kilometra. Mimo to średnie tempo wspinaczki na samą górę zajmuje przeciętnemu turyście około 2 godzin. Po drodze można kilkakrotnie wypluć płuca. Problemem (zwłaszcza dla posiadaczy krótkich nóżek) są głównie wysokie kamienie, po których trzeba się wdrapać. Radzę też uzbroić się w cierpliwość na samym szczycie. Bardzo duża ilość turystów sprawia, że na swoją kolejkę do sesji zdjęciowej trzeba poczekać.

witamy w Norwegii!!!

Tyle tytułem wstępu 🙂 Garść podstawowych informacji, które mi przyszły na bieżąco do głowy. W kolejnych postach bardziej szczegółowe relacje ze zwiedzania Stavanger, Sandnes oraz oczywiście Preikestolen.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii obserwatorka, podróżniczka, tropicielka szlaków, Wszystkie i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „wstęp do cyklu o Norwegii

  1. ana pisze:

    „Najwyżej panie nie polecą”?! Nie spodziewałam się, że w okresie Euro i okołoEurowym i w ogóle na lotnisku w cywilizowanym (ponoć) kraju takie rzeczy się mogą dziać!
    Ta sprawa z noclegami jest naprawdę fajna – moim zdaniem lepsze to, niż luksusowy, ale zimy (w znaczeniu uczuć, emocji, ludzi wokół) hotel. Ja na pewno bym to wybrała, a że na liscie moich marzeń jest Skandynawia, to może mi ta informacja kiedyś posłuży 😉
    No i czekam na fotki – mimo wszystko! 🙂

    • veritasanta pisze:

      Może ta Pani była zmęczona albo miała zły poranek? W sumie nikogo to nie usprawiedliwia ale nie zostałyśmy na tym lotnisku więc nie ma co się już denerwować 😉
      Couchsurfing jest bardzo fajną alternatywą dla tych, którzy mają ograniczony budżet i daje szanse nie tylko poznać ciekawych ludzi, ale też poznać dane miejsce z lokalnej perspektywy. Trzeba tylko uważnie czytać inne profile i mieć otwarty umysł 😉
      Fotki będą- jak się w końcu zbiorę 😉

      • ana pisze:

        Tak, w sumie to nie usprawiedliwienie, bo i do takiej pracy też trzeba mieć predyspozycje. Ale masz rację: najważniejsze, że podróż się odbyła 🙂
        I taka perspektywa poznawania innych krajów i miejsc jest najlepsza!

  2. Gusiook pisze:

    O to będę czekać na kolejne wpisy 🙂 fajnie to opisałaś. 🙂
    teraz muszę już się zabrać do przygotowania się do obrony, stresik łapie…

    • veritasanta pisze:

      Dzięki za dobre słowo. Chciało Ci się to czytać jak usłyszałaś całą opowieść na żywo i to wcześniej? 😉
      Trzymam kciuki za obronę- przecież będzie dobrze 😉 I za znalezienie mieszkania na czas ;-p

  3. Taita pisze:

    O, żyjesz! 😉 Jak dobrze 🙂

    Proszę, proszę, Norwegia 🙂 Też mnie urzekła, m.in. właśnie tymi nieskażonymi i imponującymi krajobrazami. Tamtejsza architektura również do mnie przemawia. Dużo tam drewnianych domków, a ja właśnie takie lubię. Wydają się takie przyjazne i \”ciepłe\”.

    A co do kierowców, to przypadkowo poznany przez nas Polak też był kierowcą. Bardzo miłym. Podrzucił nas za darmo, co było naprawdę miłym gestem. W Irlandii niezbyt często spotyka się rodaków, którzy chętnie i bezinteresownie pomogą. Tak na marginesie – zwykło się tu mawiać: ”jeśli Polak ci nie zaszkodził, to już ci pomógł”. Przykre, ale coś w tym jest. Oczywiście jest to generalizowanie, bo to hasło nie odnosi się do każdego.

    A czy Marta z couchsurfingu była Polką? Ja nie jestem zwolenniczką ani CS ani HC, ale niektórzy sobie to chwalą. Wolę zapłacić i czuć się w pełni swobodnie i niezależnie, ale może kiedyś mi się odmieni 😉

    • veritasanta pisze:

      Podobno w Szwecji jest więcej tych domków, które mnie totalnie urzekły (czyli w kolorze bordo i czerwieni). Norwegia to przewaga białych.
      Nas też jeden polski kierowca podrzucił za darmo bo nie miał jednodniowych kart a nie chciał nas kroić za przejazd. Szok totalny! Ale bardzo miły bo niespodziewany.

      Tak, nasza Marta jest Polką, która od wielu lat nie mieszka już w Polsce. Za to ma ogromny bagaż podróżniczych doświadczeń więc ciekawie się z nią rozmawiało. I właśnie dlatego korzystam z CS. Nie chodzi tylko o darmowy nocleg, bo nie można gospodarza traktować jak hotel. Mieszkając u lokalsa mamy okazję zobaczyć więcej i lepiej poznać dane miejsce. Dla mnie ta opcja jest rewelacyjną szansą dla podróżników 😉

  4. Nivejka pisze:

    Bardzo podobała mi się Skandynawia; te domki jak dla krasnoludków, przejrzyste jeziora,,, Gdyby tylko było nieco cieplej;)

  5. Gusiook pisze:

    Halo, halo:) gdzie kolejne części cyklu, aj się pytam? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s