Anna Dziewit- Meller, Marcin Meller „Gaumardżos”

Anna Dziewit- Meller, Marcin Meller   „Gaumardżos”

Gruzja– niewielki kraj położony na Kaukazie Południowym, w zachodniej części lądowego przesmyku łączącego Europę z Azją pomiędzy Morzem Czarnym i Kaspijskim. Stolicą jest Tbilisi. W 1994 r. sytuacja w Gruzji zaczęła się stabilizować po niepokojach, jakie wybuchły po odzyskaniu niepodległości w grudniu 1991 r. Nadal nierozwiązane pozostają konflikty etniczne w Osetii Południowej i Abchazji. Nie darzą miłości Rosji, choć hołubią Stalina. I tyle wiedziałam na temat tego bardzo blisko położonego kraju od Polski. I jak się okazało bliskiego również pod innymi względami.

Marcin Meller  był tam po raz pierwszy   w 1992 r.  – jako korespondent wojenny. Później wiele razy jako zwykły turysta razem z Anią. Znaleźli tam wspaniałych przyjaciół, którzy stali się swego rodzaju rodziną. Często odwiedzają ten kraj, tam wzięli prawdziwy, gruziński ślub. Dlatego z ciekawością sięgnęłam po ich książkę. Tym bardziej, że przybliżają kraj mi dotąd słabo znany. Nie jest to przewodnik, książka podróżnicza ani zbiór reportaży. Raczej jest wszystkim po trochę. Autorzy sami mówią o niej „gruziński szaszłyk”- zbiór najróżniejszych opowieści, wspomnień przeżyć, które na pierwszym planie mają właśnie Gruzję. Bo Gruzja to ciekawy i pasjonujący kraj. „Do śmiechu i do płaczu”.  Samochód można prowadzić pod prąd, bez prawa jazdy a pod wpływem alkoholu być dobrym kierowcą. Gruzini zakochani są w swoim kraju, swojej przyrodzie, kulturze,  zwyczajach, historii i jedzeniu. Bo wszystko mają przecież najlepsze. A zwłaszcza wina. Sami przyznacie?
W książce jest wszystko- opisy przyrody, wydarzenia historyczne, zwyczaje, relacje rodzinne, historie damsko- męskie, nastroje polityczno- społecznej, jest osobny rozdział poświęcony Suprą- ucztom, które są czymś więcej niż nasza polska godzinność oraz relacje z wyjazdów Marcina jako korespondenta wojennego- wrażenie robi ucieczka pod snajperskim obstrzałem czy tonący statek pasażerski.

Każdy rozdział jest odrębną historią, czasem powtarzają się wątki z poprzednich. Nie sprawia to jednak problemu podczas czytania. Bo książka wciąga, czyta się ją jednym tchem.
Przeplatają się opisy piękna Gruzji z relacjami z radosnych biesiad oraz trudną i krwawą historią tego kraju. Od początków państwa, przez bycie, podobnie jak Polska, jedną z satelit ZSRR, wojnę z Rosją w 2008 r. aż po obecne, nie mniej burzliwe wydarzenia. Sporo miejsca zajmuje ostatni rozdział poświęcony porwaniu w 1983 r. przez gruzińskich studentów samolotu do Batumi, za które otrzymali najwyższy wymiar kary- śmierć. Była ich siódemka, jeden  popełnił samobójstwo, gdy samolot wylądował, do dziś żyje tylko jedna osoba i tylko jedna ma swój grób. O ciała reszty nadal walczy rodzina. Bezskutecznie. Sprawa ta wywołała i nadal wywołuje żywą reakcję wśród Gruzinów. Wszyscy uważają, że za porwanie samolotu należało ich ukarać. Mimo upływu lat ta historia tragiczna w skutkach do dziś dzieli naród. Zwłaszcza sposób przeprowadzenia śledztwa oraz wysokość wymierzonej kary.

Sami Gruzini jawią się jako dumny naród, który kultywuje dawne tradycje, uwielbia śpiew i taniec, pije jak mało kto, a przede wszystkim kocha swój kraj, który mimo krwawej historii potrafi podnieść się z gruzów. I to dzięki kobietom- gdy mężczyźni oddawali się swoim nałogom i marazmowi, one na swoich barkach dźwigały ciężar odpowiedzialności za rodzinę. Zadziwiające jest jednak, że mimo iż pracują zawodowo, czasem na naprawdę wysokich stanowiskach, w rodzinie strzegą domowego ognista i podczas supry nie biorą w nich udziału a dbają o to, by wszyscy mieli pełne talerze, kubki i niczego nie brakowało. Nic więc dziwnego, że największą dumą jest królowa Tamara, której legenda jest wciąż żywa. Jej panowanie nazywane jest Złotym Wiekiem Gruzji. Do dziś na jej cześć wznosi się toasty i nazywa dzieci królewskim imieniem.
Jest też niesamowita historia Katarzyny Pakosińskiej (tak, tej z „Kabaretu Moralnego Niepokoju” i reklam „UPC”), która przyznała w mediach, że w Gruzji zostawiła swoją wielką, młodzieńczą miłość. I po latach postanowiła Mamukę odnaleźć. Ania towarzyszy jej podczas tej podróży i sprawdzenia, czy prawdą jest, że „stara miłość nie rdzewieje”.

Książka jest zdecydowanie miszmaszem – wszystko w niej jest. I radość i smutek. Śmiech i płacz. I góry i morze. I historia i współczesność. Dzielne kobiety i dumni mężczyźni. Jedzenie i picie. Rodzina i samotność. I z tego wszystkiego przebija wielka miłość do Gruzji. „Uczta jako sposób na życie”. Jak obserwuje się Gruzinów wydaje się to być metodą doskonałą.

Czy książka przekonała mnie do samodzielnego poznania Gruzji? W pewnym sensie tak. Piękno przyrody, w wielu miejscach nadal dzikiej, wysokie góry, które zawsze stanowią dla mnie motywację do wyjazdu, cudowna gościnność ludzi, pyszne jedzonko, jeszcze lepsze wino i ta fantastyczna atmosfera. Tylko czy obecna Gruzja jest tą, którą poznali i pokochali państwo Meller?

A „Gaumardżos!” znaczy po gruzińsku „Na zdrowie!”, ale też „Życzę ci zwycięstwa!”. Bo toasty w tej kulturze mają ogromne znaczenie. „Dobry tamada to prawdziwy artysta, bo oryginalny i mądry toast może trwać i 20 minut, a sztuką jest wznosić go tak, by olśnić zgromadzoną dookoła stołu publiczność.”

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii czytelniczka, podróżniczka, Wszystkie i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Anna Dziewit- Meller, Marcin Meller „Gaumardżos”

  1. ana pisze:

    Mimo że po opisie lektura wydaje się ciekawa, to po dniu dzisiejszym mam dość Gruzinów – zmarnowałam chyba 3 zaproszenia i 2 koperty, bo ciągle coś myliłam, głownie kolejność literek, w zaproszeniu do gruzińskiego ambasadora… A to polska język, trudna język 😛

    • veritasanta pisze:

      Gruzińskie nazwiska zdecydowanie mogą sprawiać trudność 🙂 Zwłaszcza jeżeli pisałaś ichnim alfabetem! Podziwiam, że i tak mało miałaś strat 😉
      Widziałam dziś krótki reportaż UNICEFu i Gruzja w nim nie jest krajem mlekiem i miodem płynącym. To kraj, gdzie 3/4 dzieci zarabia na ulicy. Tylko nielicznym udaje się wyrwać z tego, a często same dzieci nie znając innego życia nie chcą go zmieniać. Muszę poczytać jeszcze o tej akcji UNICEFu właśnie skierowanej do dzieci ulicy w Gruzji.

      Zajrzałam do Twojego bloga. Rewelacyjny układ. Sama dążę do takiego, ale nie potrafię.Chociaż z drugiej strony- lubię tę swoją prostotę 🙂
      Pozdrawiam serdecznie

      • ana pisze:

        Nie, nie, pisałam naszymi literkami, ale to chyba było najtrudniejsze nazwisko 🙂
        Smutne, że są na świecie i to nawet niedaleko tego ponoć cywilizowanego „Zachodu” kraje, w których dzieją się takie rzeczy. A dzieci szkoda najbardziej, bo cóż one winne, ze cierpią najbardziej?

        A ja właśnie zastanawiam się nad innym szablonem bloga 😀

        • veritasanta pisze:

          Przeczytanie tej książki przeze mnie wstrzeliło się w początek kampanii na rzecz promocji Gruzji. Zapewne kraj wart jest odwiedzenia ale wybór raczej padnie na góry niż duże miasta. Problem z dziećmi gruzińskimi tkwi również w ich mentalności. Bo jeżeli za dzień żebrania zbiorą np. 150 lari to wolą taki sposób na życie niż chodzenie do szkoły, gdzie nikt im za to nie zapłaci. Drugim problemem jest brak klas czy szkół integracyjnych. Dzieci chore, lekko upośledzone są izolowane od życia społecznego. Nie mają żadnej możliwości rozwoju. Podobno w Tbilisi jest JEDNA KLASA dla takich dzieci na cały kraj!!!

          No i zapewne nowy szablon zawstydzi moją graficzną nieporadność jeszcze bardziej. Ech… 😉

          • ana pisze:

            Niby cywilizowany świat, a zdarzają się taki – jakby nie patrzeć – patologie na skalę całego kraju, nie dzielnic jego najbiedniejszych miasteczek…
            I wygląda na to, że książka bardziej wpisuje się w nurt promocyjny niż informacyjny, bo choćby z Twojej recenzji wyłania się – mimo wspomnianych nieprzyjemnych zdarzeń (trudna historia kraju, porwany samolot itd.) – taki trochę sielankowy obraz ludzi kochających swój kraj, wino i śpiew.

          • ana pisze:

            PS: Zmiana szablonu za szybko nie nastąpi z braku czasu na grzebanie w ustawieniach 😉

            • veritasanta pisze:

              Chyba każdy kraj jest trochę sielankowy i trochę przerażający. Tam, gdzie są ludzi są ich słabości, problemy, krwawe historie. Ważne, by nie zagubić się i nie ulec propagandzie tylko jednej ze stron. A przede wszystkim wyrobić sobie własną opinię. Najlepiej na własnej skórze 😉

              p.s. dlaczego nie mogę dodać komentarza na Twoim blogu. Od kilka dni próbuję i niby się dodaje a nie ma ;-(

              • ana pisze:

                Ale w każdym kraju to ludzie są najciekawsi – ci zwykli, szarzy, przeciętni. Tak jak wielkaja Rassija niezbyt dobrze mi się kojarzy, głownie z mojego zamiłowania do historii, tak jak dość dobrze poznałam dwie Rosjanki, to obie są naprawdę ciekawymi i wartościowymi osobami.

                PS: już są, zaraz odpowiem. Nie wiem dlaczego, ale wylądowały w spamie, a ja żadnego powiadomienia nie dostałam – muszę pogrzebac w ustawieniach 😉

  2. But, every time we eat, acids and food particles are
    deposited on and around our teeth and gums
    and begin interacting almost immediately with the bacteria in our mouths to
    start breaking down our tooth enamel. Even in the best Oral-B electric toothbrushes, not all
    brush heads are the same as they are remarkably
    different. Unscrew the toothbrush from the base, and rinse both pieces thoroughly,
    inside and out. Put the paper inside the cardboard box. If you’ve been struggling to find a place to keep your extra towels and wash cloths, consider putting them on display while storing them in one the handiest places available’right on the bathroom wall.

  3. maciej o pisze:

    meller to idiota i cham

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s