Góry Kaczawskie- Skopiec

11.08.2011 r.

Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami i niepomne diagnozy lekarskiej wybrałyśmy się w Góry Kaczawskie celem zdobycia ich najwyższego szczytu Skopca (724 m n.p.m) oraz nieco niższego, ale bardziej widocznego z daleka Barańca (723 m n.p.m.)- za sprawą znajdującego się na wierzchołku masztu przekaźnika radiowo-telewizyjnego.

 Wybrałyśmy początkową trasę dla „zaliczaczy” (późno już było ;))- z Komarna, dojazd do Przełęczy Komarnickiej, zostawienia tam autka i dalej w górę. Ale Opatrzność miała dla nas i naszych nadwyrężonych ambicji inny plan .Ze względu na  roboty drogowego zamiast skręcić w lewo, na Przełęcz Komarnicką my wybrałyśmy trasę na Radomierz.

 Ale oczywiście nie zamierzałyśmy się poddawać. Zaparkowałyśmy autko koło Szałasu Muflon- jedno spojrzenia na mapę i decyzja podjęta- niebieskim szlakiem prowadzącym z Przełęczy Radomierskiej też dojdziemy. Na logikę biorąc na zachodzie powinny być oba szczyty.

Zapomniałam już jaką frajdę sprawia wędrowanie mało uczęszczanymi szlakami, gdzie  nagrodą za trudy są wspaniałe widoki, zielone łąki i miejscami tajemniczy las. A do tego dochodzi przekonanie, że wybrało się tą trudniejszą trasę, nie dla „zaliczaczy”.

Już z oddali można dojrzeć maszt przekaźnika więc nie zastanawiając się zbyt długo poszłyśmy na przełaj uskuteczniając tzw. chaszczing.

Na Barańcu nie ma niestety żadnej ławeczki czy choćby pieńka, na którym można usiąść i odpocząć. Nie pozostało nam nic innego jak rozłożyć się na kurtkach i wgapiając w maszt, który z pozycji poziomej sprawiał wrażenie jakby spadał, spożyć przytarganego arbuzika.  W chwilach przerwy zachwycałyśmy się panoramą Kotliny Jeleniogórskiej. Widok jest naprawdę niesamowity.

Po odpoczynku przyszedł czas na zdobycie najważniejszego celu dnia dzisiejszego- Skopca.  Poszukiwania szczytu niby nie były trudne, ale spróbujcie znaleźć  punkt kulminacyjny Gór Kaczawskich. Zwłaszcza, że nie prowadzi na niego żaden szlak. Trochę zamieszania i adrenalinki wprowadza informacja, że na wydeptaną ścieżkę, która POWINNA prowadzić na sam szczyt (przecież jest tylko jedna!!!) nie można wejść. Ze względu na wyrąb drzew wejście jest zabronione. Nikogo nie było jednak w okolicy, nie słychać wycinki więc zaryzykowałyśmy wstąpienia na drogę przestępstwa. Ciekawe jaka grzywna by nas czekała?                                                                                                                                               W końcu trochę na „węch”, a trochę dzięki zdjęciom, które przed wyjazdem oglądałyśmy w necie celem rozeznania terenu, udało nam się zlokalizować szczyt! Trzeba zboczyć ze ścieżki w lewo, między krzaki wypatrując żelaznego punktu pomiarowego.

 Przystąpiłyśmy do sesji zdjeciowej z punktem pomiarowym w roli głównej. Żeby nie było wątpliwości- też tam byłam:

 I wcale nie mam takich strasznych kudełków przypominających perukę z farbowanego siana.                                                                                                                                                        Jakież było nasze zaskoczenie, gdy usłyszałyśmy głosy i zza krzaczków wynurzyła się… rodzinka. Troje dorosłych i dwoje dzieciaków. Po chwili przywitania okazało się, że oni również kolekcjonują Koronę Gór Polski i na szczy weszli od strony Przełęczy Komarnickiej. Zostawiłyśmy rodzinkę, by mogła się nacieszyć radością ze zwycięstwa i psotanowiłyśmy się rozdzielić. Z pewnego szczególnego powodu znanego niektórym postanowiłam zejść do Komarna przez Przełęcz Komarnicką. Karina miała niebieskim wrócić po auto i podjechać pod kościółek.

 Droga była kompletnie pusta i w ciszy mogłam się nacieszyć piękną pogodą oraz szlakiem żółto- niebieskim. Co prawda trochę brakowało mi towarzystwa, bo nie lubię w góry chodzić sama ale ten spacer był przerywnikiem w wędrówce, odpoczynkiem od pracy, problemów i Kariny. Ona miała możliwość pobycia w swoim towarzystwie, ja w swoim.

 Z prawej strony intensywne kolory pola, z drugiej wszechobecny maszt na Barańcu. Przy podejściu od strony Przełęczy Komarnickiej wskazuje cel.

 Ku mojemu rozczarowaniu Przełęcz Komarnicka nie była oznakowana, nie widniała żadna informacja gdzie się znajduję. Jedynie węzeł szlaków, na którym brakuje nawet informacji o kierunku na Skopca czy Baraniec.

 Pozostało jeszcze przejście do miejsca zbiórki a potem do sklepu spożywczego. Nie chodziło o zakupy a podbicie książeczek 🙂 Pani ekspiedientka z uśmiechem wyciągnęła pieczątkę i cierpliwie przybijała ją we wskazane miejsca. Zgodnie ze zwyczajem, który przekazali mi znajomi z forum N.P.M. w tym sklepiej zawsze można podbić książeczki, bez tłumaczenia „na co? po co? dlaczego?”. Zaczyna się sklep robić punktem pieczątkowym 🙂

Znalazłam w necie wycinek mapy więc wstawiam z informacją, że nasza trasa prowadziła z Komarna szlakiem niebieskim (wbiłyśmy się gdzieś po drodze, patrz: Szałas Muflon), powrót (mój) szlakiem żółto- niebieskim przez Przełęcz Komarnicką do Komarna.

Wracałyśmy z przekonaniem, że gdyby nie KGP czy KS nigdy w życiu nie wybrałybyśmy się na żaden z w/w szczytów. A byłaby to wielka szkoda. Zamiast ruszać w dalekie Bieszczady można znaleźć tutaj ciszę, spokój, piękne widoki i nieuczęszczane widoki. Tylko jednego brakuje- wysokości 😉

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróżniczka, tropicielka szlaków, Wszystkie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Góry Kaczawskie- Skopiec

  1. Nivejka pisze:

    Bardzo lubię takie rzadko uczęszczane szlaki:)

  2. Gusiook pisze:

    Witaj:)) o widzę, że zabrałaś się za relacje, brawo! 🙂 jeszcze tylko czekam na relacje książkowe:) hehe:)
    ciekawe Twoje spostrzeżenie odnośnie tej cieszy i spokoju w wędrowaniu, że nie trzeba daleko jeździć, aby ją mieć… Mój weekend w Izerach jest tego potwierdzeniem. Na prawdę zdziwiłam się, że można tam się tak schodzić i trafić na puste, malownicze szlaki. A na deser zjeść pyszne i tanie naleśniki. Na pewno tam wrócę!:)
    Pozdrawionka:))

    • veritasanta pisze:

      Póki oko pozwala to trzeba próbować 🙂 Książkowe też będą, ale to wymaga trochę więcej czasu.
      Izery to takie miejsce, gdzie można być wśród tłumu ludzi i po chwili w totalnej głuszy. A jak tam nocleg na Stogu? Podobało się? Ciężaróweczka dała radę podejść? 🙂 Ja się już nie mogę doczekać aż będę mogła wybrać się na jakiś weekend górski. Pojechałabym gdziekolwiek, nawet na Ślężę czy Kłodzką Górę 😀
      Pozdrowionka

      • Gusiook pisze:

        nocleg całkiem, całkiem – specyficzne warunki;). Ciężaróweczka dała radę chodzić, choć oni z mężem wjechali gondolą. Potem z nami wędrowali. Zresztą naleśniki rekompensowały wszystko!
        Jak tylko wyzdrowiejesz to można coś pomyśleć:). Wszak Ślęża niedaleko!

  3. varriora pisze:

    Pięknie tam 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s